Wpis zawiera materiał reklamowy — linki partnerskie (afiliacyjne) do sklepów, oznaczone w tekście. Jeśli kupisz coś przez taki link, otrzymam prowizję, bez dodatkowych kosztów dla Ciebie.
Kupiłam kostkę dwadzieścia litrów z drugiej ręki, razem z filtrem w komplecie. Wsadziłam do niej krewetki — kilkadziesiąt sztuk — obsadziłam roślinami mniej więcej w jednej trzeciej i przez rok nie zastanawiałam się nad filtracją, bo przecież filtr był.
Ten rok kosztował mnie kilkanaście rozbieranych obudów i sporo krewetek. Poniżej wszystko, czego się przy tym nauczyłam, łącznie z rzeczami, których nie sprawdziłam.
Co to za filtr
Aquael Turbo Mini: filtr wewnętrzny gąbkowy, 320 l/h, przewidziany do akwariów 10–80 litrów, w okolicach pięćdziesięciu złotych. Sprawdź aktualną cenę Aquael Turbo Mini na Ceneo
Dwudziestolitrowa kostka mieści się w tym zakresie i to jest ważne, bo nie jest to historia o sprzęcie wsadzonym do złego akwarium. Litry się zgadzały. Gąbka też nie zapychała się szybko. Problem był gdzie indziej i zajęło mi rok, żeby go poprawnie nazwać.
Gąbka ładowała się mniej więcej co miesiąc — i to nie był problem
Karmię raz na parę dni, krewetki nie brudzą jak ryby, więc gąbka dochodziła do stanu „trzeba wypłukać” po około miesiącu. Wtedy rozbierasz obudowę, wyjmujesz wkład, płuczesz w odlanej wodzie z akwarium, składasz z powrotem. Kilkanaście razy w roku.
Jak na filtr gąbkowy to jest normalny rytm i nie robię z tego zarzutu. Gdybym pisała recenzję samego zapychania, skończyłaby się tutaj: 320 l/h na papierze, wkład wytrzymuje miesiąc, cena około pięćdziesięciu złotych. Uczciwie.
Prąd słabł w miarę ładowania gąbki — świeżo wypłukany filtr pracował normalnie, tuż przed czyszczeniem wylot wyraźnie słabiej ruszał powierzchnię. Czyli te 320 l/h to wartość przy czystym wkładzie, a przez sporą część miesiąca było tego mniej.
Sprawdziłam też oczywiste podejrzenie: filtr ma regulację wydajności i nią kręciłam. Nie zmieniało to nic. Więc słabnący prąd nie brał się z przykręconego pokrętła, tylko z tego, przez co ta woda musiała przejść.
Właściwy problem: za każdym razem czyściłam jedyne złoże, jakie miałam
W tym filtrze jest gąbka i nic więcej. Żadnej ceramiki, żadnego złoża, którego się nie rusza.
Gąbka też jest powierzchnią biologiczną — nie twierdzę, że nic tam nie żyje. Rzecz w tym, że w tym filtrze jest to jedyne miejsce, gdzie mieszkają bakterie, i to samo miejsce trzeba co jakiś czas wypłukać. Nawet płukanie w wodzie z akwarium zabiera część kolonii. Co miesiąc sama sobie odbierałam kawałek filtracji biologicznej, a potem przez kolejne tygodnie zbiornik ją odbudowywał.
W akwarium z rybami byłby to problem do przełknięcia. W krewetkarium jest większy, bo krewetki znoszą wahania amoniaku i azotynów znacznie gorzej niż ryby. Balans przez cały ten rok był u mnie chwiejny — najgorzej w tygodniu po czyszczeniu — a przyczyny szukałam wszędzie, tylko nie w tym, co robiłam z gąbką nad wiadrem.
Jeżeli masz filtr z jednym wkładem, to nie masz filtracji biologicznej, której nie ruszasz. Masz sitko, które filtruje biologicznie w przerwach między czyszczeniami — nawet jeśli te przerwy są miesięczne.
Krewetki wchodziły do środka i miały się dobrze
Znajdowałam je w obudowie przy rozbieraniu. Żywe. Siedziały tam, gdzie zbiera się detrytus, czyli tam, gdzie krewetka chce być.
Piszę o tym, bo za pierwszym razem można się nieźle przestraszyć, a samo w sobie nie jest to wada filtra. Ma za to praktyczny skutek: za każdym razem trzeba zajrzeć do środka, zanim wypłucze się gąbkę. Kilkanaście czyszczeń w roku to kilkanaście okazji, żeby przez nieuwagę wylać lokatora do wiadra.
Nie zakładałam nic na wlot. Nie wiem, czy gąbka na wlocie by pomogła — wiem tylko, że nie musiałabym wtedy sprawdzać obudowy za każdym razem.
Krewetki padały, i nie powiem Ci, od czego
Padały. Nie prowadziłam zeszytu, więc nie mam ani liczby, ani dat.
I nie zbuduję z tego oskarżenia filtra, bo nie mam na to dowodu. Te, które znajdowałam w środku, były żywe. Zostaje chwiejny balans jako podejrzany — podejrzany sensowny, bo krewetka umiera właśnie od takich rzeczy. Ale to jest przypuszczenie, nie pomiar, i tak je tu zostawiam.
Widziałam dość recenzji, które w tym miejscu wybierają winnego, bo tekst lepiej się kończy.
Czym go zastąpiłam
Po roku wymieniłam go na Eden FES 60, mały filtr zewnętrzny z osobnym koszem na wkłady — nie dlatego, że Turbo Mini się psuł, tylko dlatego, że chciałam mieć złoże, którego nie muszę ruszać przy czyszczeniu. Opisałam go osobno w recenzji Eden FES 60. Sprawdź aktualną cenę Eden FES 60 na Ceneo
Trzy rzeczy zmieniły się od razu:
- przy czyszczeniu ruszam tylko gąbkę wstępną — ceramika w koszu zostaje nietknięta;
- prąd jest lepszy i stały — nie ma cyklu, w którym przez pół miesiąca wydajność leci w dół;
- balans jest wyraźnie lepszy.
Czego NIE sprawdziłam
Bez tej sekcji recenzja jest warta mniej, niż wygląda.
- Mój egzemplarz był używany. Kupiłam zestaw z drugiej ręki, więc gąbka i wirnik miały już za sobą czyjąś eksploatację. Nie mogę powiedzieć, czy nowy filtr zachowuje się tak samo.
- Nie umiem rozdzielić „lepszy filtr” od „starszy zbiornik”. Wymiana nastąpiła po roku, a akwarium przez ten rok też dojrzało — a dojrzały zbiornik sam z siebie trzyma parametry stabilniej. Część poprawy, którą przypisuję FES 60, może po prostu należeć do wieku akwarium. Nie miałam drugiego, nietkniętego zbiornika do porównania.
- Nie sprawdziłam go w większym akwarium. Producent daje zakres do 80 litrów. W zbiorniku kilka razy większym gąbka może ładować się wolniej i cały ten cykl może wyglądać inaczej.
- Nie próbowałam gąbki na wlocie.
- Nie dokładałam ceramiki. Aquael sprzedaje zestawy z ceramiką osobno; ja miałam wersję gąbkową i przy niej zostałam.
- Nie mierzyłam przepływu. „Prąd słabł” to obserwacja powierzchni wody i wylotu, a nie pomiar miernikiem.
- Nie liczyłam padnięć i nie wiążę ich z datami czyszczenia.
Co bym sobie powiedziała rok wcześniej
Nie „nie kupuj tego filtra” — bo go nie kupowałam osobno, przyszedł z zestawem, i większość osób czytających to jest w tej samej sytuacji.
Powiedziałabym: zanim uznasz, że masz filtrację biologiczną, sprawdź, czy to, co ją robi, nie jest tym samym, co musisz regularnie płukać. Jeżeli jest — to nie jest kwestia marki ani litrów na pudełku. To jest kwestia tego, że jeden wkład nie może jednocześnie zbierać brudu i hodować bakterii.
W krewetkarium ta różnica jest droższa niż gdzie indziej, bo płacą ją krewetki.
Jeżeli szukasz czegoś na wymianę, warto zacząć od filtrów akwariowych z osobnym koszem na wkłady — i patrzeć nie na litry, tylko na to, ile w środku jest miejsca, którego nie trzeba ruszać.
Dodaj komentarz